poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Kapsułki Hoi-Poi i w drogę naddźwiękowa chmurko, ahoj!



Pamiętacie Dragon Ball? Jeśli tak, to pragnę Wam oznajmić, że kapsułki Hoi-Poi czyli wytwór założyciela Capsule Corporation - ojca Bulmy to coś co powinien wynaleźć mój Tatuś! Mogłabym wtedy minimalizować chwile do rozmiarów drażetek i miast przenośnych domków czy olśniewających pojazdów odtwarzać ulubione momenty z przeszłości. Siedziałabym wtenczas na górze ruchomych piasków ze świtą z dzieciństwa i martwiła się tym, że jestem trzecia w kolejce do zjazdu na dół! How come? Nie ukrywam, że zminiaturyzowałabym również kilka psów coby zawsze siedziały w małej kieszonce torebnej i po aktywacji towarzyszyły mi podczas nocnych eskapad czy też smuteczków poobiednich. Co ze mnie za szafionetka , skoro zamiast Acne Sigmund, które są handmade i które są unisex okularami przeciwko słonecznym promieniom wolałabym naddźwiękową chmurkę! Trąci dziecinadą, ale lubiłabym obłoczkową lekkość bardziej niźli lunatyczną lewitację.

Do you remember the cartoon called Dragon Ball? If you do, I want to announce that Hoi-Poi capsules - founded by Bulma's father, the owner of Capsule Corporation, they are something what should have discovered my Daddy! If I have them, I could minimize the time to a pill form and instead of portable houses or urban vehicle I would play my favorite moments from the past. I would be sitting on top of quicksands with my gang of childhood, and was worried that I'm third in line to run down! How come? I must admit that I would minimize several dogs as well. They would always sit in the small pocket in my bag and after activation they would escort me during night-time escapades or over my after-dinner sadness. Is that a typical fashion blogger behaviour? Instead of Acne Sigmund, which are handmade and are unisex eyewear against solar rays I would prefer supersonic cloud! It smacks like childishness but I would probably love the lightness of cloudlets more than lunatic levitation.

ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land

niedziela, 29 kwietnia 2012

Kuzyn COŚ i Alexander Wang jako kompania spacerowa



Dziś serwuję wam kilka foteczek stylówy, o której wczoraj napomknęłam. Alexander Wang zdobiący moje stopy i przyszywany kuzyn COŚ to towarzystwo, dzięki któremu nie sposób się nudzić. Włochacz udający torebkę skudłacił się nieco podczas sobotniego dokazywania. Zdobyl wielu fanów, którzy swoje uwielbienie okazywali w sposób bardzo intymny. Głaskali go i tulili. Były też osławione czochrańce rodem z kreskówki mojego późniego dzieciństwa - Świat Bobbiego. On sam demonstrował swój zadziorny charakterek zaczepiając coraz ładniejsze sztuki. Plątał się niby przypadkiem w torebkowych klamrach przechodzących obok fashionistek. Czarnymi jak węgiel kosmykami smagał delikatnie zgrabne rączki i nóżki stojących w pobliżu modelek. Zawstydzał mnie nieustannie i przyprawiał o rumieńce bawiąc się nieudolnie w tajniaka. Istne utrapienie! Przyjechał do Łodzi jako przykładny, lśniący włos, a wrócił w postaci kołtuna. I kto śmie zaprzeczyć stwierdzeniu, iż brzydka płeć zanadto lubi się sponiewierać? Po takiej metamorfozie ciężko jest mi się do niego zwracać po kuzyńsku. Aby przywrócić mu dawny blask na pomoc pospieszył mi sam Krzyś Ibisz! W reklamie szamponu kipi z niego sowitość dlatego postanowiłam, iż może po prostu umyję kuzynowi włosy po czym wstąpi w niego ogrom energii i zamieni się w dorodnego gorylka tak jak mr I. ?

ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land

sobota, 28 kwietnia 2012

Fashion Week refleksyjnie czyli hulanki, swawole i odzew do młodych buntowniczek, które miast procentów winny pić colę!



W dzisiejszym odcinku zaprezentuję sobotni poranek w apartamencie na ulicy Próchnika. Poruszę frapujące zagadnienie nastoletnich dziewuszątek odwiedzających Fashion Week w celu intensywnego używania alkoholu. Przedstawię również zacne towarzystwo mojej lewej i prawej stópki prosto od Alexandra Wanga.

Poniższy tekst nie powstałby, gdyby nie ten cudowny wiersz inspirowany moją osobą! Jestem zaszczycona będąc muzą dla takich wieszczy. ZAPRASZAM DO LEKTURKI.

Po piątkowych hulankach i swawolach na VICE afterparty w klubie o wdzięcznej nazwie DOM, nasz dom rankiem przypominał schronisko dla bezdomnych. Dobre blogerskie serduszka nie pozwoliły na wyrzucenie dwóch nastoletnich dziewcząt na bruk, co zaowocowało wyjedzonymi zapasami i jeszcze większym bałaganem w przegrzebanych walizkach. PHI! W podzięce, miast potulnego dorzucenia się do opłat otrzymałyśmy skwaszone miny małych księżniczek i złorzeczenie pod nosem. Może Wy, Drodzy Czytelnicy wiecie na czym polega fenomen nastolatek nadciągających watahą do Łodzi w czasie Fashion Weeku nie w celu upajania się modą, lecz alkoholem? Osobniki te pochodzą najczęściej z krain szmaragdowych, gdzie mamona i diamenty wylewają się nawet ze studzienek ściekowych. Ich zainteresowania natomiast ograniczają się najczęściej do pseudoprestiżowych marek lansowanych w internecie i hardych melanży. Odpycham od razu ataki urażonych powyższymi słowami. Nie mówię tutaj o wszystkich młodzieńczych duszyczkach, a tylko o wspomnianej grupie, z którą na moje nieszczęście miałam do czynienia. Sobotni poranek pozostawiał wiele do życzenia. Wyobraźcie sobie, że owe protekcjonalne stworzenia nie chciały opuścić naszego domostwa i gościły się jedna po drugiej niczym panny na włościach w naszej pachnącej łazieneczce! Tym razem powiedzenie "Gość w dom, Bóg w dom" totalnie nie miało potwierdzenia w faktach. Nadmiar zdarzeń ukoronowany został spóźnieniem na kolegium dziennikarskie z Anną Luboń - przesympatyczną szefową działu kultury magazynu ELLE. Wybrawszy NENUKKO jako pokaz, który będę relacjonować mój los się odmienił i wszystko szło jak z płatka. Peszek odpłynął w niepamięć, a ja grasowałam na Tymienieckiego doceniając wygodę moich kreaturek od Wanga. Powracając do czerni jako koloru przewodniego mojej stylówy, wszyscy napotkani na drodze znów mogli poczuć emanujący ode mnie mrok, hihihi.

A teraz moi mili, zostawiam Was z fociami, które mam nadzieję przybliżą choć troszkę atmosferę tyrającej w pocie czoła bloggereczki.

ams la la land
Tu styrana podglądam modeli. ams la la land
Następnie przenoszę się do dziewcząt i z ukrycia oczywiście pstrykam foty niczym zafascynowany nowym otoczeniem mały Japończyk.
ams la la land
Spojrzawszy w dół zauważam lampeczki! Podobno nie wszystko złoto co się świeci, ja natomiast, pozornie mroczna poleciałam na kolorowe lentilki, które w otoczeniu mokrego włosia wyglądały nieprawdopodobnie fascynująco!
Oto ja tuz po zarejestrowaniu tęczowych lampek.

ams la la land
Po chwili dostrzegłam pusty wybieg. Zebrało mi się na refleksje. ams la la land
Później ja i Wangowe potworki udaliśmy się na salę OFFową.
ams la la land
Podczas pokazu Alexis and Pony na dachu auta dokazywała krowogłowa modelka w złotym body.

AND THEN I WAS LIKE OH MY COW! ams la la land
ams la la land
ams la la land
Bywały też chwile radości, gdy zasiadłszy w pierwszym rzędzie - dumniej zwanym front row, w towarzystwie Łukasza i Małgosi wymienialiśmy spostrzeżenia na temat kolekcji.
ams la la land
Po takich emocjach chciałam napić się kawy i poukładać myśli, jednak pod ELLE cafe chętnych na darmowe ukojenie było więcej...
ams la la land
dlatego moje stópki powędrowały w stronę Pyshniaka (dla przyjaciół pyszniaczek), wychylając kubeczek w oka mgnieniu nawet nie zdążyłam zrobić omnomnom.

MROCZNAMS!

ams la la land
A w następnym poście odrobina powagi i relacja z pokazu NENUKKO!

czwartek, 26 kwietnia 2012

Cali w bieli nie tylko po kąpieli



ams la la land

Zapiski psiej szafionetki, Piątek, Łódź - Fashion Week

Piątek, piątunio, piąty dzień tygodnia (idąc za poniedziałkiem winien zwać się przedsobotem), po prostu piąteczek jak wszech i wobec wiadomo spędziłam na Fashion Week'u. Zważywszy na to, iż jestem niesłychanie zbzikowana postanowiłam uczcić ten fakt na kolorowo i pożyć jeden dzień zgodnie z moim wakacyjnym mottem "Cali w bieli nie tylko po kąpieli". Zupełnie niespodziewanie, zdecydowałam, iż przyodzieję coś sprzecznego z moją szatańską osobowością i odejdę na chwilę od diabelskich czerni. To właśnie w piątek podjęłam decyzję o zademonstrowaniu pokładów swojej niewinności bezkresnemu światu stawiając na minimalistyczny biały dresik. Cała w skowronkach hasałam tu i ówdzie aż nagle moim oczom objawiło się wielkie, kuliste naczynie, z którego emanowała życiodajna aura. Tym oto sposobem trafiłam do showroomu HIRO, gdzie ludzie dobrej woli poili spragnionych, a wyzutych z emocji nakrapiali inspiracyjną ambrozją. Różowy kolor trunku zadziałał na mnie jak na prawdziwą szafionetkę przystało. Nie wiem czy zdecydowałabym się na ten czyn, gdyby wspomniany napój był w kolorze niepasującym do mojej stylówy. Na szczęście, okazało się, iż flamingowa barwa dominująca w kubeczku doskonale współgrała z końcówkami moich włosów! Dlatego, nim zdążyłam się obejrzeć, dumnie dzierżyłam owy płynny podarunek w dłoni. Tak zacnie wystylizowana udałam się na sofkę by rozkoszować się piątkowym wieczorem w towarzystwie pozostałych fashionistek i fashionetków.

C.D.N.

ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land


Co do dresiarskiej stylóweczki, pragnę obwieścić, iż bluzka zarówno jak spodnie to moje zdobycze lumpowe. Spodnie wyhaczyłam dzień przed wyjazdem do Łodzi. Butki z MANGO, a torba za całe 5 ojro prosto z nelly.com

ams la la land

Tu jak mniemam negocjuję kontrakt opiewający na sowite miliony! hihi via K MAG



Na koniec Paradise, bo kojarzy mi się z Berlinem, w którym miałam być, a nie jestem.
A DYS KUD BI PARA PARA PARADAJS

środa, 25 kwietnia 2012

Fashion Philosophy Fashion Week Poland: California dreamin' według Bereniki Czarnoty


Odkąd otrzymałam pierwsze wydanie SingStara na konsolę playstation, gdzie Jamelia namawiała mnie za dzieciucha: You must be some kind of superstar, postanowiłam, iż jej słowa nie pójdą na marne. Nikogo zatem nie powinno dziwić, iż jako megagwiazdunia zasiadałam w pierwszych rzędach podczas łódzkiego Tygodnia Mody. Prężnie działałam nie tylko w Akcji Redakcji na bieżąco zdając relacje z pokazów, lecz również cykałam foteczki jak na prawdziwą blogereczkę przystało.

Poniżej Berenika Czarnota i pierwszorzędne zdjęcia.

Wydawać by się mogło, iż jesienno-zimowa kolekcja prezentować powinna elementy takie jak płaszcze, czy ciężkie buty. Berenika Czarnota zaproponowała nam wizję zimy spędzanej na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych z longboardem pod pachą.

Gorąca California, wysokie fale, cudowne plaże, a dla tych bardziej leniwych beztroskie siedzenie na krawężniku o zachodzie słońca to wrażenia, które w piątek podczas łódzkiego Fashion Week’u na swoim pokazie zafundowała nam młodziutka Berenika Czarnota. Obszerne dzianinowe swetry, wełniane sukienki i tuniki z surfingowymi wyznaniami miłosnymi to kolekcja przeznaczona głównie dla dziewcząt z wyrazistym charakterem, lubujących się w sportowym stylu. Entuzjazm młodszej części widowni zauważalny był już po kilku sekundach pokazu. Oczom publiczności jako pierwsza na wybiegu pojawiła się zadziorna modelka. Dziewczyna dumnie dzierżyła coraz bardziej popularne ostatnimi czasy wśród dziewczyn połączenie deski surfingowej z deskorolką czyli słynny longboard. Długa czarna marynarka i pomarańczowa, wełniana tunika w geometryczne wzory uzupełnione czarno-białymi sportowymi butami na koturnie inspirowane projektami Isabel Marant. Styl surferów i miłość do surfingu, której dobitne wyznanie widniało na przyciągającej wzrok ażurowej sukience w postaci granatowego napisu J’aime le surf konsekwentnie przemycana w ciągu perfomance’u napawała oglądających optymizmem i nie pozwalała ani na moment wrócić do rzeczywistości w bezpalmowej Polsce. Nad wyraz uroczym akcentem były gumki przywodzące na myśl ozdoby do włosów noszone przez uczennice podstawówki w skali 2:1. Idealnym dopełnieniem stylizacji stały się wełniane czapki , które fenomenalnie prezentowały się w typowo letnich zestawach. Ciekawy trend, który być może wkrótce na dobre zagości na polskich ulicach Kolekcja utrzymana w tonacjach bieli, błękitów aż po pomarańcze pozwalała widzom poczuć wiatr we włosach i klimat nadchodzących wakacji.
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land
ams la la land