Czy ktoś tu obecny stacjonował w ten weekend w Katowicach i używał życia @Tauron Festival Nowa Muzyka 2012? Jak widać na załączonych zdjęciach, moja osoba dnia pierwszego na kota (chyba powinnam była zatytułować ten post HELLO KLAKIER WANNABE), w sobotę zaś na zombie girl. I tak oto dzień drugi w pamięci mej zajmuje miejsce szczególne, gdyż totalnie i kompletnie wychwalam Ghostpoet oraz TNGHT - hulanki i swawole miejsce tam swoje miały!
I spent my last weekend at Tauron Festival Nowa Muzyka. First day, I was pretending a cat as you can see in the photos below. Next day I was more like a zombie girl. Saturday will probably stay in my mind forever because of Ghostpoet and TNGHT - they were unbelievably awesome. I totally had a blast!
Odkrycie BARBARA í GONGINI przysporzyło mi ochoty na czerń. Ten pierzasty szal zrobiłam własnoręcznie przyszywając pierzaste boa do nieopierzonej chusty. W piórka nie obrosłam, chociaż pełno ich wszędzie gdzie się pojawię. Znaczy to rzecz jasna, iż boa wspomniane jakości były wątpliwej, a nie, że zamieniam się w kruka czy coś. Wracając do mojego odkrycia, preferuję kobiety, które inspirują się czymś więcej niż pięknymi krajobrazami z pocztówek. Niechże to na przykład będą figury geometryczne. Tak jest właśnie z "Baśką". Nie bez powodu jej pokaz w Kopenhadze został uznany za jeden z najbardziej spektakularnych podczas kopenhaskiego feszyn łiku. Niektórzy twierdzą, że duńska projektantka może śmiało konkurować z takimi osobistościami jak Rick Owens czy Gareth Pugh. Oddałabym się wiecznemu potępieniu, gdybym myślała inaczej. Miast tego, zatracam się w nieustającym uwielbieniu i pragnieniu bycia obrzydliwie bogatą by stać mnie było dnia pewnego na cokolwiek od BARBARA í GONGINI. Są czernie, skóry i latexy, asymetrie, krztyna obdartości, a gratisowo recytacja Macbetha podczas sztormu.
My latest discovery - BARBARA í GONGINI made me feel like wearing black again. I prepared this feather scarf by sewing feathers to unfeathered black shawl. Don't get me wrong, I didn't want to look like a crow. But the feathers are everywhere to me right now. Unfortunately, it's not a project of the highest quality. But let's back to my greatest finding - BARBARA í GONINI. I love designers who are inspired with something different than usual, especially when it comes to geometric figures. She undoubtedly is the queen of Danish avant-garde and can rival with these two my beloved designers: Rick Owens and Gareth Pugh. What is important, she completely rocked Copenhagen Fashion Week! I hope I'll be rich enough one day to buy something of BARBARA i GONGINI.
THAT KIND OF FASHION MOVIES I COULD WATCH INCESSANTLY - PURE PERFECTION
Zamiłowanie do zbierania kwiatów wyrażam swoją górną częścią garderoby. A że to jakby róże to wyrażam zarazem miłość do Małego Księcia. Dziś śmiem stwierdzić, że ubranie to wyznanie. Róż-nie-bywa.
Who doesn't like picking up flowers? My top expresses love to the flower and love to The Little Prince as well. What a strange combination! "It is the time you have devoted to your rose that makes your rose so important."
Kolejny odcinek cukierkowej bajeczki tworzonej wraz z Sophie Kula. Dziwne, lecz jestem zmuszona radośnie oznajmić, że odzianie się w tę sukienkę było momentem kulminacyjnym w mojej kolorowej przygodzie. Wychodzę z mroku. W dodatku z fantazyjnym przytupem! SŁODKO.
Next part of Sophie Kula story. This flower dress is just amazing. I have so much fun with all these colorful clothes that I even decided I'm gonna wear colors more often. Still forgetting about black.
flower dress - SOPHIE KULA // shoes - RIVER ISLAND// purse - vintage // necklace - H&M //
Dla tych, którzy chcieliby przeczytać cóż w tym miesiącu wytworzyłam dla Kato Magazynu, specjalny linkuś! O TUTAJ.